Rodzaj: rowerowy 

Długość: pierwszy wariant – 33 km, drugi wariant – 37 km. 

Nawierzchnia: asfalt, drogi gruntowe, drogi szutrowe. 

Atrakcje: przyroda, w tym jezioro Paklicko, poniemieckie bunkry, ruiny starego młyna, urządzania hydrotechniczne, wczesnośredniowieczna osada rusztowa na sztucznej wyspie jeziora Paklicko Wielkie

 

   

Naszą wyprawę rozpoczynamy przy tablicy informacyjnej usytuowanej w Parku  Łęgowskim w Świebodzinie. Stąd jedziemy pod górę do skrzyżowania z Drogą Krajową nr 92. Po jej przekroczeniu natychmiast wjeżdżamy na drogę powiatową 1242F. Po przebyciu trzech kilometrów i przejechaniu przez miejscowość Ługów, skręcamy w prawo w drogę polną rozpoczynającą się od razu za ostatnim domem we wsi. 

Kolejne dwa kilometry przemierzamy drogą położoną wśród pól. W zależności od pory roku możemy z bliska przyglądać się dopiero co rosnącemu, albo dojrzałemu zbożu. Nie zaskoczy nas również ściernisko, czy też świeżo zaorane pole.  

Dalej wjeżdżamy w las przez który jedziemy szeroką i utwardzoną tłuczniem drogą. Warto zwrócić uwagę na zmieniającą się okolicę, w tym na różnorodne ukształtowanie terenu. 

Po ośmiu kilometrach naszej wyprawy przejeżdżamy pod autostradą A2 (Autostrada Wolności). I to właśnie w tym miejscu musimy ostatecznie się zdecydować, czy pojedziemy dłuższą, czy też krótszą trasą. Oczywiście musimy mieć świadomość, że w obydwu wariantach zobaczymy inne miejsca. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby przejechać obydwie trasy. To zależy wyłącznie od naszych chęci, kondycji i czasu.

 

Wariant krótszy: Decydując się na tę trasę, jedziemy dalej prosto. Po około dwukilometrowym przejeździe znakomitą szutrową drogą dojeżdżamy do skrzyżowania. Tutaj możemy zejść na chwilę z roweru, aby po przejściu kilkudziesięciu metrów wąską ścieżką znaleźć się przy niedokończonej poniemieckiej budowli hydrotechnicznej. Wracamy z powrotem do krzyżówki i kierujemy się w prawo w kierunku jeziora. Po przebyciu kolejnego kilometra odbijamy w prawo na wysokości wyciętego lasu (patrz: ślad GPS). Jedziemy utartym szlakiem i na dwunastym kilometrze wyprawy docieramy do niewielkiego strumyczka, gdzie bez problemu dostrzeżemy ruiny znajdującego się tu przed wieloma laty wodnego młyna. 

            Ruszamy dalej i niemal natychmiast na rozstaju dróg odbijamy w prawo. Po kilkuset metrach docieramy do częściowo zniszczonego poniemieckiego bunkra znanego jako Panzerwerk nr 708. Możemy go oglądnąć z każdej strony, ale zachowując przy tym daleko idącą ostrożność. Powstrzymajmy również naszą ciekawość i nie wchodźmy do środka – jest to po prostu zbyt niebezpieczne! 

            Wracamy kilkaset metrów do rozwidlenia i jedziemy prosto. Dojeżdżając po chwili do polnej drogi. Tutaj skręcamy w lewo kierując się w stronę miejscowości Staropole, gdzie natkniemy się na dwa ciekawe obiekty: zniszczony bunkier oraz dawną stację kolejową, która odegrała znaczącą rolę w trakcie budowy Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Warto nadrobić kilkaset metrów aby zobaczyć ją z bliska. 

            Jeżeli mamy czas, warto przejechać jeszcze 1,5 km w kierunku miejscowości Boryszyn. To właśnie niedaleko wsi (w lesie) znajduje się jedno z wejść do bunkrów Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (Pętla Boryszyńska). Można ją zwiedzać (odpłatnie) słuchając jednocześnie ciekawych opowieści przewodnika. Do wejścia poprowadzą nas odpowiednie drogowskazy. Wybierając się do MRU pamiętajmy o zabraniu ze sobą ciepłego ubrania, bowiem w podziemiach panuje temperatura około 10 stopni C. 

            Wracamy do centrum wsi i przez kilka kilometrów poruszamy się asfaltową drogą. Przejeżdżamy nad autostradą, aby po chwili na skrzyżowaniu odbić w prawo. Kolejne setki metrów i skręcamy w lewo na Szlak Nenufarów o czym informuje nas odpowiednia tablica. Teraz przez pięć kilometrów, w trakcie jazdy ścieżką wiodącą wzdłuż brzegu jezior Goszcza oraz Lubie, upajamy się bliskim kontaktem z naturą. Pomiędzy jeziorami przejeżdżamy przez Nową Wioskę, gdzie możemy zatrzymać się przy zabytkowym kościele oraz usytuowanym nieco dalej moście rolkowym.  

            Po objechaniu jezior wjeżdżamy (obok leśniczówki) ponownie na asfaltową drogę. Skręcamy w prawo, w stronę Świebodzina. Główną drogą poruszamy się zaledwie dwieście metrów i skręcamy w znajdującą się po lewej stronie drogę. Za około 800 metrów czeka nas nie lada gratka, dlatego jadąc pod górę uważnie patrzmy w lewo, aby nie przeoczyć szerokiej leśnej drogi (tuż przed łukiem w prawo – patrz: ślad GPS). Tutaj po przebyciu zaledwie kilkudziesięciu metrów zatrzymajmy się. Na wprost, wśród zieleni porastającej zbocze, zauważymy ceglane konstrukcje. To pozostałości po… kolejce łańcuchowej, którą na porośnięty szczyt (znajdujący się za naszymi plecami) transportowano wydobywany w tym miejscy węgiel brunatny z kopalni „Reformation"! Pomimo wielu lat, jakie upłynęły od porzucenia odkrywki, wyraźnie widać nieregularne kształty wyrobisk. 

 

Kolejką wywożono węgiel brunatny z przedsiębiorstw wydobywczych zlokalizowanych na północ od Świebodzina. Z transportu kolejowego korzystała prowadząca wydobycie od 1844 r. kopalnia Graf Beust, która funkcjonowała na obszarze pomiędzy Lubrzą a Rusinowem (w sumie w okolicach Lubrzy działało aż 8 kopalń). 

            Urobek transportowany był na szczyt pobliskiego wzgórza, gdzie przeładowywano go do towarowych wagoników wąskotorowej kolejki, która wiodła dalej do brykietowni w Wilkowie (przez tzw. kamionkę) obok istniejącej obecnie drogi. Co ciekawe, patrząc na zdjęcia lotnicze tego skrawka terenu, wyraźnie widać prostą wstęgę – ślad po biegnącej (po obecnym polu) linii kolejowej. Natomiast nie trzeba żadnych zdjęć, aby zobaczyć gdzie w terenie biegły tory obok drogi do Wilkowa. Tu wyraźnie widać niewielkie nasypy lub sztucznie utworzone wąwozy, które niwelowały różnice w wysokości terenu na trasie przebiegu kolejki wiodącej do brykietowni w Wilkowie. Zakład w tej miejscowości nosił nazwę Świebodzińskie Kopalnie Węgla Brunatnego. 

            Kopalnia Graf Beust jako nierentowana została zamknięta w 1927 roku. Wraz z nią zlikwidowano przemysłową kolejkę wąskotorową i bocznicę normalnotorową.  

            Warto wiedzieć, że transportowanie surowego węgla brunatnego za pomocą napowietrznych kolejek było na naszym terenie rozwiązaniem stosowanym dosyć często. Przykładem może być zbudowana w latach 1891-92 kolejka linowa, która służyła do wywozu urobku z prowadzących od początku lat 50-tych XIX wieku kopalń położonych w okolicach Rzeczycy, Glińska oraz Grodziszcza. Kolejka miała około 5,5 km długości. W ten sposób transportowano surowy węgiel do brykietowni położonej na wschodnich obrzeżach Świebodzina, należącej do przedsiębiorstwa Świebodzińskie Kopalnie Węgla Brunatnego. 

            Wymienione kopalnie, z racji ciągłego zalewania wodami gruntowymi, niewielkiej miąższości, zostały zamknięte najpóźniej na początku lat dwudziestych minionego wieku. Wraz z zamknięciem kopalń zlikwidowano także napowietrzną kolej linową do brykieciarni.  

            Drugą strefą wydobycia węgla brunatnego w dawnym powiecie sulechowsko-świebodzińskim były okolice wsi Zagaje (niem. Grunwald). Ponieważ nie było wówczas kłopotów ze zbytem węgla, uruchomiono wydobycie z nowych pokładów i zbudowano fabrykę brykietu w Staropolu. Trudności komunikacyjne rozwiązano poprzez budowę prywatnej linii kolejowej do Buczy w 1900 roku. Bocznica ta została zlikwidowana około 1926 roku kiedy z powodu ogromnej konkurencji kopalń łużyckich oraz wyczerpujących się i coraz trudniej dostępnych pokładów, zamknięto kopalnie i współpracujący z nią zakład przeróbki węgla brunatnego.

 

            Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak powrót do Świebodzina. W tym celu kontynuujemy naszą jazdę pod górę. Na szczycie wzniesienia mijamy zabudowania będące pozostałością przysiółka Chałupczyn, który wyrósł tu właśnie ze względu na węgiel brunatny. Po dłuższej chwili docieramy do drogi powiatowej 1242F i skręcając w lewo mkniemy do Świebodzina. Znów mijamy Ługów i docieramy do DK 92. Zjeżdżamy w dół do Parku Łęgowskiego, gdzie kończymy naszą wycieczkę, mając w nogach nieco ponad 33 kilometry.

 

Wariant dłuższy: po przejechaniu pod autostradą natychmiast skręcamy w prawo. Jedziemy wzdłuż trasy aby po nieco ponad dwóch kilometrach skręcić w lewo. Leśna droga prowadzi nas do wąskiego drewnianego mostku przerzuconego nad Paklicą. Podążamy dalej jedyną możliwą drogą i docieramy do asfaltu. Tutaj skręcamy w lewo i niemal natychmiast kierujemy się w prawo, wjeżdżając w pierwszą drogę wyłożoną początkowo brukiem. Na rozwidleniu skręcamy w prawo dojeżdżając po chwili na plażę. To właśnie z tego miejsca doskonale widać niewielką wysepkę usytuowaną niedaleko brzegu. Niezwykłe jest to, że wyspa nie została stworzona przez naturę, a przez człowieka. I to dawno temu.  

 

Archeolodzy z Torunia znaleźli w 2012 roku na Jeziorze Paklicko Wielkie, jedyną na terenie słowiańszczyzny tzw. osadę rusztową, pochodzącą nawet z VIII w. 

Sztuczną wyspę zbudowano przed wiekami na wypłyconej części akwenu, oddalonej od brzegu jeziora o około 120 metrów. Na powierzchni kilkunastu arów znajdował się skonstruowany z drewna dębowego i sosnowego ruszt, który sukcesywnie był rozbudowywany w miarę podnoszenia się lustra wody. 

            Wyspa połączona była z lądem drewnianym mostem, który miał co najmniej 80 metrów długości i 3 metry szerokości. Jest jednym z najbardziej kompletnych i najlepiej zachowanych na terenie całej słowiańszczyzny. 

            Wyspę z osadą, która rozłożyła się na brzegu jeziora, łączył wspomniany już długi drewniany most. Na wyspie znajdowała się świątynia. Funkcje sakralne tej konstrukcji, to jedna z hipotez. Podobnie jak w przypadku „świętej” wyspy na jeziorze Niesłysz.  

W sumie archeolodzy wiedzą o około dziesięciu podobnych miejscach na Pomorzu, m.in. w Żydowie. „Odnalezienie w nich fragmentów mostu potwierdza koncepcję związaną z modelem zagospodarowania terenu przez Słowian Zachodnich. Zgodnie z nim wyspa stanowi centralny punkt kształtowania przestrzeni. Prowadzi do niej most, który poza rolą praktyczną ma znaczenie symboliczne, związane z przechodzeniem z jednego świata do drugiego. Wyspa to strefa sacrum – tu toczyło się życie publiczne lokalnej społeczności. W tym miejscu odbywały się obrzędy religijne, wiece i uczty”. Tak swego czasu, miejsca te oraz ich znaczenie, opisywał w rozmowie z Focus Historia prof. Wojciech Chudziak, dyrektor Instytutu Archeologii, a jednocześnie kierownik Zakładu Archeologii Wczesnego Średniowiecza na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

 

            Wracamy do asfaltowej drogi i podążamy w prawo do widocznej wsi Nowy Dworek. Na skrzyżowaniu wybieramy lewą stronę i dalej jedziemy prosto. Opuszczamy miejscowość i przez cztery kilometry jedziemy przez las, a potem wśród pól, docierając ostatecznie do miejsca w którym łączą się nasze szlaki wyznaczające dłuższy i krótszy wariant naszej wyprawy. Dalej podążamy w kierunku miejscowości Staropole przemierzając kolejne kilometry wg opisu „wariant krótszy”.

 

Projekt finansowany ze środków Powiatu Świebodzińskiego w ramach projektu "Jedź! Spaceruj! Odkrywaj!".

Tekst LOT ŚWIEBODA. Współpraca: UTW Świebodzin Sekcja Turystyczna "Odkrywcy", Lech Wasilkiewicz.