Rodzaj/ długość: rowerowy/ 43 km 

Nawierzchnia: asfalt, drogi gruntowe, drogi szutrowe. 

Atrakcje: przyroda, poniemieckie bunkry, urządzania hydrotechniczne

 

  

Szlak rozpoczyna się na początku ścieżki rowerowej Świebodzin – Chociule (w pobliżu skrzyżowania ulic Łużyckiej ze Słowiańską). Właśnie tutaj ruszamy wyasfaltowaną ścieżką w stronę miejscowości Chociule do której docieramy po około czterech kilometrach. Na pierwszym skrzyżowaniu od razu skręcamy w prawo i po minięciu wsi docieramy do dawnego przejazdu kolejowego (w drodze widoczne szyny). Z trzech możliwości dróg wybieramy jedną – skręcamy w lewo. Przez cztery kilometry jedziemy drogą polną, którą od czasu do czasu zamienia się w leśną. Docieramy do miejscowości Łąkie.

 

Wieś jest ciekawa ze względu na nietypowy układ lokacyjny nazywany okolnicą. To rodzaj wsi, w której zagrody są ustawione zwarcie w krąg lub podkowę wokół środkowego placu (majdanu). Okolnice były zakładane najczęściej na wykarczowanych polanach leśnych. Do wsi prowadziła jedna, czasami dwie, drogi. Pierwotnie majdan był zamykany i służył do gromadzenia spędzanych na noc zwierząt gospodarskich, zapewniając im ochronę przed drapieżnikami. Ustawione ciasno w kręgu zabudowania ułatwiały także mieszkańcom obronę przed atakującymi nieprzyjaciółmi. W okresie późniejszym, na majdanie często budowany był kościół lub zakładany staw. Tak właśnie jest w przypadku wsi Łąkie.

             Po częściowym objechaniu wsi odbijamy w prawo pod górę i jedyną drogą jedziemy cały czas prosto. Po ujechaniu kilometrowego polnego odcinka wpadamy na „leśną autostradę”, czyli szeroką drogę utwardzoną szutrem. Jazda tą drogą jest bardzo przyjemna, bowiem nie musimy „walczyć” z luźną nawierzchnią i bez problemu możemy podziwiać otaczający nas las. Jeżeli tylko mamy na to ochotę (a pora roku jest odpowiednia), zatrzymajmy się na chwilę i… poszukajmy grzybów.

             Jadąc dalej dotrzemy do niewielkiego mostku położonego nad Kanałem Ołobockim, który w tym miejscu bardziej przypomina rzeczkę, a nie kanał. Bez trudu dostrzeżemy tu przedwojenną ceglaną konstrukcję. Ruszamy dalej, by po kilkuset metrach przeciąć asfaltową drogę. Jedziemy dalej lasem utwardzoną szutrową drogą i po trzech kilometrach docieramy do miejscowości Międzylesie. Cały czas jedziemy prosto docierając do kościoła.

Międzylesie od średniowiecza było własnością zakonu cysterek, które zapewne zbudowały tutaj świątynię. Pierwsza wzmianka o drewnianym kościele pochodzi dopiero z 1407 roku. Następne informacje pojawiają się w związku z budową nowej, również drewnianej świątyni w roku 1610. Wówczas zapewne chodziło już o zbór protestancki, bowiem od czasów reformacji luteranizm, również w dobrach cysterek, bardzo się rozprzestrzenił. Niestety ta budowla spłonęła w 1654 roku, być może w związku z kontrreformacyjnym, przymusowym przywracaniem katolicyzmu na obszarze świebodzińskim. Brak środków na odbudowę spowodował, że katolicy zmuszeni byli udawać się na mszę do Ołoboku, a protestanci korzystali ze zboru w Sycowicach. Dopiero w XIX wieku dzięki proboszczowi Seydelowi z Ołoboku, który świetnie administrował  majątkiem kościelnym i wygospodarował odpowiednie środki, możliwe było wybudowanie kościoła we wsi. W tym czasie ewangelicy, którzy stanowili większość wśród mieszkańców wsi - 284 osoby, mieli takie same prawa jak katolicy, których było już zaledwie pięciu. Nowa świątynia stanęła w 1834 i była miejscem modlitwy obu wyznań. Specjalna umowa ustalała równe prawa do korzystania z kościoła. W pracach przy budowie uczestniczyli wszyscy mieszkańcy. Wybudowano świątynię w konstrukcji szachulcowej, jednonawową z trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Wnętrze nakrywa drewniany strop, na trzech ścianach nawy umocniono drewniane empory - na jednej z nich ustawiono organy. Od zachodu wznosi się wieża, w dolnej kondygnacji murowana, wyżej o konstrukcji szachulcowej. Wieża ta remontowana była w 1938 roku. Od czasów powojennych kościół użytkowany jest już wyłącznie przez katolików.  

Minąwszy kościół skręcamy w lewo tuż za murem jednego z budynków. Przez dłuższy odcinek jedziemy kocimi łbami, a później drogą z grubym tłuczniem. To „pamiątka” z lat przedwojennych. Gdy Niemcy rozpoczęli budowę konstrukcji hydrotechnicznych utwardzili leśną drogę, aby móc transportować ciężki sprzęt oraz materiały budowlane z których powstawały śluzy. Do pierwszej z nich (zlokalizowanej w okolicach przysiółka Cząbry) docieramy po przejechaniu trzech kilometrów. Nad śluzą nr 610 przerzucony został drewniany mostek z którego roztacza się piękny widok na rozlewisko. To idealne miejsce na wykonanie kilku pamiątkowych zdjęć.

 

            Ruszamy w dalszą drogę (nie przejeżdżamy przez mostek). Kilkaset metrów dalej mamy możliwość zobaczenia kolejnej śluzy nr 609. Aby do niej trafić musimy wjechać w boczną ścieżkę (patrz ślad GPS). Pamiętajmy, że zwiedzając wszystkie wymienione obiekty, czynimy to na własną odpowiedzialność, zachowując MAKSYMALNĄ ostrożność. NIE WCHODZINY również do wnętrza konstrukcji.

 

            Po powrocie na główną drogę jedziemy dalej. Po niespełna kilometrze dojeżdżamy do miejsca w którym kończy się jezioro. Powinniśmy podążać w lewo, ale mamy możliwość odbić w ścieżkę na prawo. Jeżeli to uczynimy, to szybko dotrzemy do częściowo zniszczonego bunkra.  

 

Jest to Pz.W.623. powstały już w okresie rozbudowy pozycji FFOWB. Jest znacznie większy i lepiej uzbrojony od swojego sąsiada. Jest to typowy schron jednokondygnacyjny wyposażony w kopuły 3 i 6 strzelnicową, moździerz M19, kazamatę obrony wejścia i dzwon obserwacyjny. Nie zastosowano w tym schronie miotacza ognia do obrony bezpośredniej. Jego zadaniem była obrona ważnego jazu Nr 609, który zapewnić miał takie spiętrzenie wody, aby możliwe było połączenie jeziora Cibórz z rzeczką Ołobok i systemu zalewów.

 

Ponownie wracamy na nasz szlak i jadąc lekko pod górę docieramy do asfaltowej drogi, którą podążamy w prawo. Półtora kilometra dalej dojeżdżamy do drogi wiodącej w lewo. Jeżeli skręcimy w tym samym kierunku, ale chwilę wcześniej (patrz ślad GPS), to będziemy mieli okazję na obejrzenie kolejnego bunkra.

 

Po zapoznaniu się z obiektem, wracamy na asfalt i jedziemy w lewo nieco podniszczoną, ale niezbyt ruchliwą drogą. Trzy kilometry dalej wjeżdżamy (w prawo) do lasu. Kawałek prosto i znów w prawo. Jednak tylko na chwilę, aby zobaczyć kolejną śluzę nr 606.

 

Wracamy na znajomy leśny dukt. Dwa kilometry dalej (po prawej stronie – patrz ślad GPS) czeka na nas kolejny, chyba najładniejszy jaz nr 604. Ten zdecydowanie warto zobaczyć i uwiecznić na fotografiach.

 

Jedziemy dalej i już po chwili „wskakujemy” na asfaltową nawierzchnię, by dotrzeć do Ołoboku. Jednak na samym początku zatrzymajmy się i dokładnie oglądnijmy most rolkowy K 603a. 

 

Zabezpieczały go szlabany ze stalową liną w środku, które po uruchomieniu zagradzały drogę w kilka sekund. Blokując się na specjalnym zatrzasku, były nie do wyłamania. Wyspecjalizowany mechanizm umożliwiał także przesunięcie i podniesienie mostu, powodując tym samym całkowite zablokowanie drogi.

 

Na pierwszym napotkanym skrzyżowaniu skręcamy w prawo. Po kilkuset metrach na rozwidleniu udajemy się w lewo i już po chwili wjeżdżamy na ścieżkę rowerową wiodącą do Świebodzina. Jednak nie dojeżdżamy jeszcze do samego miasta, bowiem po przebyciu niespełna pięciu kilometrów i po minięciu miejscowości Lubogóra, odbijamy w prawo na drogę z kierunkowskazem na Niedźwiady. Betonową drogą jedziemy jednak niedługo, bo już na pierwszym rozwidleniu wybieramy drogę polną po lewej stronie.

 

Jadąc cały czas prosto (po 2,5 km) naszym oczom ukarze się rzecz nieco zaskakująca – budynki stacji kolejowej. Na największym z nich widoczny jest jeszcze wyraźny napis informujący, że jesteśmy w… Chociulach. 

 

To właśnie przez tę miejscowość wiodła linia kolejowa nr 384. Dzisiaj nieczynna (w większości rozebrana), jednotorowa znaczenia regionalnego o długości 26,129 km, łącząca stację Sulechów ze stacją Świebodzin. Została otwarta w 1919 roku. W 1988 roku wstrzymano na niej ruch pociągów pasażerskich, a w 1990 towarowych.

 

Jadąc wzdłuż dawnej linii kolejowej szybciutko dotrzemy do znajomego miejsca – rozstaju czterech dróg. Tym razem skręcamy w lewo i znanym już z początku naszej wyprawy odcinkiem drogi wracamy ścieżką rowerową do Świebodzina.

 

Brawo! Udało nam się przejechać ponad 43 km, a przy okazji zobaczyliśmy sporo ciekawych miejsc.

 

Projekt finansowany ze środków Powiatu Świebodzińskiego w ramach projektu "Jedź! Spaceruj! Odkrywaj!".

Tekst LOT ŚWIEBODA. Współpraca: Krzysztof Kowerko.